Gdybym miał wskazać producenta sprzętu audio, który w ostatnim czasie wprowadził na rynek najwięcej ciekawych urządzeń z różnych kategorii i przedziałów cenowych, nawet długo bym się nie zastanawiał - FiiO. Firma kojarzona niegdyś z budżetowymi przetwornikami i słuchawkami dostarcza dziś zarówno sprzęt mobilny, jak i nowoczesne, dopracowane komponenty stereo dla wymagających audiofilów. W naszym dziale aktualności jej wynalazki pojawiają się tak regularnie, że gdybym nie dostał kilku kolejnych newsów w ciągu miesiąca, zacząłbym się zastanawiać, co się stało. Tylko w ciągu ostatniego roku informowaliśmy o aż 24 premierowych modelach tej marki, a nie były to wszystkie - jedynie te, które sprowadzono do Polski. Odtwarzacz przenośny M23, biurkowe przetworniki K19 i K9 AKM, "dongle" KA17, KA11 i JA11, słuchawki z drewnianymi nausznikami FT 1, przetwornik K11 R2R, dokanałówki FA19 i FH19, przenośne odtwarzacze płyt kompaktowych DM13 i SR11, gramofon TT13, streamer S15, playery JM21 i Snowsky Echo Mini, słuchawki planarne FT1 Pro i FP3, piękny DAC ze wzmacniaczem słuchawkowym K17, zaawansowane dokanałówki FX17, monitory aktywne SA1, kieszonkowe radio RR11, słuchawki planarne z membraną pokrytą złotem FT7 i ultralekkie słuchawki Anytime - to wszystko pojawiło się w polskich sklepach na przestrzeni 12 miesięcy. Rozumiecie skalę zjawiska? Jasne, wiele z tych nowości w dalszym ciągu adresowanych jest do fanów sprzętu mobilnego, a część to ciekawostki przyrodnicze, ale FiiO coraz odważniej wchodzi w segment audiofilski, nierzadko oferując rozwiązania rodem ze sprzętu hi-endowego, ale wciąż w niezwykle przystępnych cenach. Przetwornik R2R za 899 zł? DAC ze wzmacniaczem słuchawkowym i wzornictwem na kilometr pachnącym piecykami Luxmana za 4999 zł? Słuchawki planarne z membraną o grubości 1 μm pokrytą warstwą 24-karatowego złota, elementami z drewna zebrano, wykończeniem z jagnięcej skóry i zamszu oraz kablem monokrystalicznej miedzi mrożonej ciekłym azotem za 3999 zł? Czy konkurencja powinna zacząć się bać? Teoretycznie tak, ale ciekawy produkt w niskiej cenie to nie wszystko. Trzeba jeszcze udowodnić klientom, że nie jest wydmuszką, która ładnie prezentuje się tylko na zdjęciach. Czy FiiO dba nie tylko o ilość, ale i jakość? Czy sprzęt tej marki jest porządnie wykonany i potrafi grać? Postanowiłem to sprawdzić, biorąc do testu najciekawszą moim zdaniem premierę ostatniego roku - odtwarzacz sieciowy S15.

Dlaczego przyjęta przez FiiO strategia miałaby się nie sprawdzić? Cóż, wymagający melomani stanowią dość wymagającą i nietypową grupę odbiorców. Zwykle reagują na nowości z pewnym opóźnieniem, nie kupują sprzętu wyłącznie na podstawie parametrów czy zastosowanych wewnątrz części, mają w zwyczaju przeprowadzać testy odsłuchowe przed zakupem, a do tego są w pewnym sensie "zaprogramowani" tak, że firma produkująca wzmacniacze lampowe od 1964 roku jest dla nich z definicji fajna i godna zaufania, a ta, która powstała kilka lat temu i koncentruje się na głośnikach bezprzewodowych, budżetowych słuchawkach lub amplitunerach to syf, nędza i badziewie. Gdyby obie te firmy porozumiały się w celu stworzenia streamera, wprowadzając na rynek to samo urządzenie w dwóch wariantach, różniących się tylko wyglądem i emblematami zdobiącymi przednią ściankę, audiofile na pewno częściej wybieraliby ten pierwszy, nawet gdyby był odrobinę droższy. FiiO, mimo bardzo pozytywnego odbioru odtwarzaczy przenośnych, słuchawek i kompaktowych przetworników, wciąż nie przebiło się do świadomości wymagających melomanów jako marka, w której katalogu należy szukać swojego następnego DAC-a czy streamera.

Założona w 2007 roku firma przekonuje, że dzięki doświadczeniu w badaniu i rozwoju niezliczonych przenośnych produktów muzycznych różnych typów zmieniła postrzeganie produktów "Made in China". Moim zdaniem na całkowitą zmianę tego podejścia potrzeba jeszcze trochę czasu. I nie chodzi mi tu tylko o branżę audio. Większość z nas doskonale wie, jak to bywa z kupowaniem chińskich produktów. Raz trafi się złoto w rozsądnej cenie, a raz takie badziewie, że szkoda gadać. Rok temu na jednej z chińskich platform kupiłem buty i chodzę w nich do dziś, ale później zamówiłem bluzę i przyjechała - nie żartuję - w kopercie, do której zmieściłyby się dwie płyty kompaktowe (ale trzy już nie). Wyglądała prawie jak na zdjęciu, ale była wykonana z materiału cieńszego niż ludzki włos. I tu jest pies pogrzebany - kupując chiński sprzęt, nie wiemy, co tak naprawdę dostaniemy i jak długo będziemy się tym cieszyć. Ostatecznie nie stanowi to jednak problemu z bardzo prostego powodu - wielu utytułowanych producentów zlekceważyło temat streamingu albo zwyczajnie sobie z nim nie poradziło. W segmencie do 5000-6000 zł dominują młode marki, takie jak WiiM, Argon Audio, Silent Angel, EverSolo, Shanling czy Denafrips. Żadna z nich nie jest europejską, amerykańską czy japońską manufakturą, której pierwszym kultowym produktem był wzmacniacz zintegrowany zaprezentowany kilkadziesiąt lat temu, ale nikomu to nie przeszkadza, bo bierze się to, co jest. Sprawdźmy więc, czy FiiO ma argumenty, by wejść do tego grona lub nawet trochę w nim zamieszać.

 

Całość testu na STEREOLIFE